Nasza Wspólnota nr 117 Grudzien 2007

Jak zaskoczyć Świętego Mikołaja


Kilka dni przed świętami Bożego Narodzenia pewna pobożna chrześcijańska rodzina, mama, tata i czteroletni synek, zmierzała dziarskim krokiem do kościoła. W pewnej chwili chłopiec zwolnił kroku, a potem nagle zatrzymał się i wskazał palcem na drugą stronę ulicy.
- Święty Mikołaj... - wyszeptał. - Święty Mikołaj! Nim rodzice się zorientowali, wyrwał się im i podbiegł do starszego mężczyzny z długą, siwą brodą.
Chwytając go za poły płaszcza, malec zaczął błagać:
- Święty Mikołaju, Święty Mikołaju! Przynieś mi misia pod choinkę, bardzo cię proszę!
Rodzice chłopca, wprawieni w zakłopotanie całą sytuacją, zaczęli przepraszać za zachowanie syna, jednak mężczyzna odsunął ich gwałtownym gestem ręki, a następnie pogłaskał chłopca, skinął głową, mrugnął okiem i nie mówiąc ani słowa, poszedł w swoją stronę.
W bożonarodzeniowy poranek do drzwi domu świętującej rodziny ktoś zapukał. W drzwiach stał starszy mężczyzna z ulicy, trzymając w ręku dużego pluszowego misia.
- Nie chciałem, żeby malca spotkał w tym dniu zawód - powiedział wyraźnie zażenowany, po czym wręczył misia, odwrócił się na pięcie i ruszył przed siebie.
Rodzice kompletnie zaskoczeni wizytą gościa zdołali tylko wykrztusić z siebie:
- Dziękujemy... dziękujemy bardzo! Wesołych Świąt... rabbi!

Henry Boye